Tytuł The World Building of the Year, nagroda za najlepszy biurowiec świata, obecność na liście AD100. Polska architektura zbiera trofea, o jakich jeszcze dwadzieścia lat temu mogła tylko marzyć. A jednak w globalnych przetargach polskie pracownie wygrywają rzadziej, niż by mogły. Co się dzieje między świetnym projektem a podpisaniem kontraktu? Najczęściej – prezentacja. I właśnie tu pojawiają się problemy.
Za zdobywanymi nagrodami stoją konkretne pracownie. KWK Promes Roberta Koniecznego jako pierwsza w historii przyniosła Polsce tytuł The World Building of the Year i wiele innych wyróżnień. Paradowski Studio dwukrotnie obecne było na liście AD100 – globalnym zestawieniu najlepszych studiów projektowych. Jest jednak w tych sukcesach pewien wzór. To niemal zawsze nagrody za realizacje zaprojektowane i zbudowane w Polsce, które docenione zostały przez zagraniczne jury.
Z kolei polscy projektanci, którzy regularnie zdobywają kontrakty za granicą, zazwyczaj robią to w ramach pracowni założonych w Berlinie czy Londynie – od środka tamtejszych rynków. Najtrudniejsza pozostaje droga środkowa: wygrywanie zagranicznych zleceń z Polski. Różnica jest prosta: międzynarodowa pracownia broni projektu w języku, którym żyje na co dzień. Pracownia z Polski – w języku, którego musi się nauczyć na poziomie znacznie wyższym niż komunikatywny.
Czytamy dobrze, mówimy gorzej
EF English Proficiency Index 2025 plasuje Polskę na 15. miejscu spośród 123 badanych krajów – w grupie państw z „bardzo wysokim poziomem” znajomości angielskiego. Ale ten wynik to średnia. I jak każda średnia – zaciemnia obraz rzeczywistości.
Raport mierzy cztery umiejętności. W czytaniu Polska osiąga 612 punktów. W mówieniu – zaledwie 518. Te 94 punkty różnicy to przepaść, która z bardzo wysokiego poziomu kompetencji w czytaniu przenosi nas do ledwie średnio zaawansowanej umiejętności mówienia po angielsku.
Polscy profesjonaliści – w tym architekci i projektanci – świetnie radzą sobie z czytaniem anglojęzycznej dokumentacji, norm czy specyfikacji technicznych. Problem pojawia się w momencie, gdy trzeba stanąć przed zagranicznym inwestorem i w czasie rzeczywistym, po angielsku, obronić swoją wizję. To zupełnie inny rejestr językowy i zupełnie inny poziom stresu.
Potwierdzają to w pewnym stopniu dane Fluentbe. Testy poziomujące, które przechodzą wszyscy rozpoczynający naukę na platformie, pokazują, że ponad 75 proc. kursantów startuje ze znajomością angielskiego poniżej poziomu B2. Tymczasem dopiero od tego poziomu można zacząć budować specjalistyczny angielski zawodowy – taki, który pozwala nie tylko rozumieć rozmówcę, ale także prowadzić narrację, argumentować i przekonywać.
– Nasi kursanci często uczą się języka, aby móc porozumiewać się po angielsku w pracy. Ale dla architekta starającego się o zlecenie zagraniczne móc się porozumiewać to za mało. Potrzebuje języka, którym będzie w stanie sprzedać swoją wizję – mówi Miłosz Ryniecki, prezes i współtwórca Fluentbe, czołowej polskiej platformy do nauki języków specjalizującej się w kursach dla firm.
Projekt to dopiero połowa sukcesu
Międzynarodowy przetarg czy konkurs architektoniczny to nie tylko dokumentacja projektowa. To prezentacja koncepcji przed jury, pytania i odpowiedzi na żywo, negocjacje z inwestorem, obrona decyzji projektowych w języku, który nie jest językiem ojczystym. Każdy z tych etapów wymaga innego rejestru: inaczej opisuje się estetykę przestrzeni, inaczej argumentuje się wybory konstrukcyjne, inaczej odpowiada się na zarzuty dotyczące budżetu.
Rynek daje polskim pracowniom coraz więcej takich okazji. Ekspansja na inne rynki, rosnąca liczba inwestorów zagranicznych lokujących kapitał w Polsce, konkursy o zasięgu europejskim i globalnym – to przestrzeń, w której polskie pracownie mają realne szanse. Pod warunkiem że potrafią opowiedzieć o sobie i własnych projektach.
– Największy błąd, jaki zauważam, to przekonanie, że dobry projekt obroni się sam. A przecież równie istotne jest to, jak się o nim mówi – z jaką pewnością siebie, z jaką precyzją. Inwestor kupuje wizję, ale najpierw musi uwierzyć osobie, która ją prezentuje – uważa prezes Fluentbe.
Angielski przetargowy – osobna kompetencja
Narracja projektowa to umiejętność, której nie daje kurs ogólny. Składa się na nią słownictwo branżowe – precyzyjne nazwy materiałów, technik, elementów przestrzeni – ale też zdolność do budowania dramaturgii prezentacji, do prowadzenia Q&A pod presją czasu, do odpierania wątpliwości bez utraty pewności siebie. To rejestr, którego nie ćwiczy się na lekcjach o zakupach czy planach urlopowych.
Dodatkowym czynnikiem jest psychologia sytuacji. Blokada mówienia nasila się proporcjonalnie do stawki. Im ważniejsze spotkanie, tym silniejszy paraliż. To zjawisko dobrze znane metodykom Fluentbe – i jeden z powodów, dla których platforma rozwinęła model nauki z wirtualną lektorką Kaią, opartą na sztucznej inteligencji. Kaia pozwala ćwiczyć prezentacje projektowe i symulować rozmowy z inwestorem bez presji oceny ze strony drugiego człowieka. Dzięki temu użytkownicy łatwiej przełamują blokadę i zaczynają rzeczywiście mówić.
– Podejście Fluentbe nie polega na obiecywaniu cudów w dwa tygodnie. Opiera się na metodyce, którą doskonalimy już ponad dekadę. Jeden semestr systematycznej nauki to realny awans o poziom i mierzalny wzrost pewności językowej. Dla pracowni przygotowującej się do konkretnego przetargu – to cel z wyraźnym horyzontem czasowym – podkreśla Miłosz Ryniecki.
Dobry projekt otwiera drzwi. Ale kontrakt podpisuje się po rozmowie. I to od niej w dużej mierze zależy, czyj projekt zostanie zrealizowany.
O Fluentbe
Fluentbe to najskuteczniejsza platforma do nauki języków. Posiada autorską metodologię ulepszaną od 10 lat. Jako pierwsza zaimplementowała model językowy oparty na sztucznej inteligencji w nauczaniu. Posiada autorskie programy dydaktyczne dla różnych branż i starannie wyselekcjonowaną kadrę lektorską (tylko 3/100 zainteresowanych lektorów zostaje zatrudnionych), co pozwala krok po kroku podnosić kompetencje językowe pracowników o min. 1 poziom na semestr.