Jeszcze dekadę temu przedsiębiorca mógł powiedzieć: „Na razie działam lokalnie, angielski to kwestia przyszłości”. Dziś to nie przejdzie. Wspólny rynek unijny, globalne łańcuchy dostaw, zagraniczni pracownicy w polskich firmach, przetargi z udziałem międzynarodowych graczy – wszystko to sprawia, że obcojęzyczny partner może pojawić się w każdej chwili.
Polski eksport rośnie – w 2025 r. osiągnął wartość 1,55 biliona złotych (wzrost o 2 proc. rok do roku), z czego za niemal trzy czwarte to sprzedaż do krajów Unii Europejskiej. Ale handel zagraniczny jest domeną stosunkowo wąskiej grupy dużych wyspecjalizowanych podmiotów. Szacunki PARP mówią o tym, że towary za granicę sprzedaje zaledwie ok. 5 proc. firm z sektora MŚP, a usługi – mniej niż 1 proc. Reszta uczestniczy w wymianie z zagranicą inaczej – jako ogniwo łańcucha dostaw, podwykonawca, dostawca komponentów, partner w projekcie unijnym. I właśnie ta „reszta” coraz częściej staje twarzą w twarz z zagranicznym rozmówcą, nie będąc na to gotowa.
– Utrata klienta przez barierę językową rzadko wygląda dramatycznie. Klient po prostu nie oddzwania, a firma nigdy się nie dowie, dlaczego – mówi Miłosz Ryniecki, prezes i współtwórca Fluentbe, czołowej polskiej platformy do nauki języków specjalizującej się w kursach dla firm. – Dziś wystarczy jeden przejęty przez zagranicznego właściciela odbiorca, jedna zmiana w łańcuchu dostaw, i nagle okazuje się, że bezpośrednim kontrahentem jest zagraniczna firma i kompetencje językowe są potrzebne już, nie od jutra – zauważa Miłosz Ryniecki.
Już pierwszy kontakt z przedstawicielem firmy to często moment oceny. Potencjalny klient w ciągu kilku chwil wyrabia sobie zdanie o tym, z kim ma do czynienia. Jeśli handlowiec szuka słów, manager projektu prosi o chwilę na „sprawdzenie w słowniku”, a negocjacje utykają na pierwszym technicznym terminie, komunikat jest czytelny: ta firma nie jest gotowa.
Problem ma też wymiar wewnętrzny. Polska stała się w ostatnich latach jednym z ważniejszych rynków pracy dla cudzoziemców w Europie. Według najnowszych danych GUS w Polsce pracuje już prawie 1,14 mln obcokrajowców pochodzących z ponad 150 krajów, a łącznie cudzoziemców mieszkających w Polsce jest ok. 2,5 mln. Spotkania prowadzone po angielsku, dokumentacja techniczna w języku klienta, codzienne rozmowy z pracownikiem z Azji czy Ameryki Południowej – to nie scenariusz z przyszłości, to codzienność w coraz większej liczbie polskich firm. Zespół, który nie nadąża językowo, nie tylko traci efektywność. Traci też pewność siebie, co natychmiast widać w kontaktach zewnętrznych.
– Pracownicy często mają za sobą lata nauki języków – w trakcie edukacji szkolnej i na różnych kursach. A kiedy przychodzą do nas okazuje się, że trzy czwarte z nich jest poniżej poziomu B2, który umożliwia swobodną komunikację – zwraca uwagę Miłosz Ryniecki. – Nic dziwnego, że gdy znajdują się naprzeciwko zagranicznego klienta, milkną. Bo dotychczas uczyli się języka, ale nie uczyli się w nim rozmawiać o swojej pracy. To zupełnie różne rzeczy – podkreśla prezes Fluentbe.
Szkolenie językowe to nie benefit. To infrastruktura
Kompetencja językowa zespołu to element gotowości operacyjnej firmy – tak jak sprawny system CRM, sprawdzona księgowość czy ubezpieczenie. Musi być gotowa zanim zajdzie potrzeba. Firmy, które szkolą językowo dopiero wtedy, gdy pojawia się konkretna potrzeba, zawsze będą spóźnione o jeden kontrakt.
W wielu firmach istnieje przekonanie, że ich ten problem nie dotyczy – przecież pracownicy na kluczowych stanowiskach mają ukończone kursy i certyfikaty językowe. Rzeczywistość potrafi to boleśnie zweryfikować. Znajomość języka na papierze i zdolność do swobodnej rozmowy z zagranicznym kontrahentem to dwie różne kompetencje. Między nimi stoi bariera, której żaden certyfikat nie usuwa: obawa przed popełnieniem błędu i oceną innych.
– Żeby przełamać blokadę przed mówieniem, pracownik musi mieć gdzie ćwiczyć – bez stresu i bez ryzyka oceny – zauważa współzałożyciel Fluentbe. – Dlatego stworzyliśmy Kaię: wirtualną lektorkę AI, zaprojektowaną przez naszych ekspertów tak, by uczyć kursantów zgodnie z naszą autorską, wypracowaną przez dekadę metodologią. Z Kaią pracownik może ćwiczyć konkretne scenariusze – od trudnej rozmowy z kontrahentem, przez prezentację techniczną, po codzienny small talk w windzie – i popełnić sto błędów bez obawy przed oceną. Kaia od razu wskaże, co poszło nie tak i jak to poprawić. Po to, żeby gdy zadzwoni ten ważny klient z zagranicy, rozmowa po prostu płynęła – mówi Miłosz Ryniecki.
O Fluentbe
Fluentbe to najskuteczniejsza platforma do nauki języków. Posiada autorską metodologię ulepszaną od 10 lat. Jako pierwsza zaimplementowała model językowy oparty na sztucznej inteligencji w nauczaniu. Posiada autorskie programy dydaktyczne dla różnych branż i starannie wyselekcjonowaną kadrę lektorską (tylko 3/100 zainteresowanych lektorów zostaje zatrudnionych), co pozwala krok po kroku podnosić kompetencje językowe pracowników o min. 1 poziom na semestr.